Różne

Paradoks hazardzisty, czyli jak grać, żeby nie dać się oszukać własnemu mózgowi

• Zakładki: 23 • Komentarz: 2


Wyobraź sobie następującą sytuację: urządzasz ze znajomym turniej „Orła i reszki”. Zakładacie się o to, który z tych symboli wypadnie większą ilość razy w ciągu sześciu rzutów. Pięciokrotnie waszym oczom ukazuje się reszka. W ostatniej kolejce postanawiasz więc obstawić tak samo i jesteś niemal pewien wygranej. Dlaczego? Ponieważ skoro poprzednie pięć razy zwyciężyła reszka, prawdopodobieństwo wylosowania jej po raz szósty rośnie, prawda?

Jak się okazuje, nie do końca! Padłeś ofiarą zjawiska nazywanego paradoksem hazardzisty albo złudzeniem Monte Carlo. Na czym polega? Co warto o nim wiedzieć i jak nie dać się oszukać swojej podświadomości podczas gry? Podpowiadamy!

Paradoks hazardzisty – co to takiego?

O tym zjawisku z pewnością choć raz słyszały nie tylko osoby związane z zakładami bukmacherskimi. Jego istnienie omawia się również na lekcjach matematyki w szkole średniej. Wszystko dlatego, że ma onp związek z rachunkiem prawdopodobieństwa. Na czym polega paradoks hazardzisty?

Mówiąc najprościej, wiąże się on z błędnym sposobem myślenia, który pojawia się na skutek ciągu powtarzających się, a jednak losowych zdarzeń. Po wyrzuceniu pięciu reszek jedna po drugiej, wiele osób zaczyna mylnie sądzić, że prawdopodobieństwo powtórzenia takiego rezultatu gwałtownie rośnie. W rzeczywistości okazuje się jednak, że przy każdym rzucie mamy taką samą szansę na osiągnięcie jednego z dwóch dostępnych wyników: reszki lub orła. Zawsze wynosi on 50%, czyli 1/2.

Terminem ściśle związanym ze „złudzeniem Monte Carlo” jest odwrotny paradoks hazardzisty. W tym przypadku gracz sądzi, że aby osiągnąć sukces w nieprawdopodobnym zdarzeniu, konieczne jest wykonanie dużej ilości prób. To również błąd logiczny, który dotyka wielu graczy obstawiających zakłady bukmacherskie.

„Złudzenie Monte Carlo” – skąd taka nazwa?

Wiedząc już, na czym polega paradoks hazardzisty, warto zastanowić się, z czego wynika jego alternatywna nazwa. Ma to związek z wydarzeniem z 1913 roku. Właśnie wtedy na terenie jednego z kasyn Monte Carlo 26 razy z rzędu w ruletce wypadł kolor czarny.

Po kilku takich rezultatach sfrustrowani gracze rozpoczęli konsekwentne obstawianie pól czerwonych. Sądzili, że „czarna passa” musie się kiedyś skończyć. Ich zachowanie było podyktowane błędem logicznym nazywanym właśnie paradoks hazardzisty. W rzeczywistości bowiem każde wprawienie w ruch ruletki było oddzielnym zdarzeniem, którego wynik nie miał związku z wcześniejszymi rezultatami.

Przykłady występowania paradoksu hazardzisty wśród miłośników zakładów bukmacherskich

Z paradoksem hazardzisty mamy do czynienia również dziś. Najczęściej spotyka się go w kręgach osób związanych z obstawianiem wyników potyczek sportowych. Tak jest w przypadku osób obstawiających numery w Lotto. Analizując dotychczasowe wyniki, wybierane są liczby, które nie zostały wylosowane przez dłuższy czas. W ten sposób paradoks hazardzisty sprawia, że gracze mają większe nadzieje na wygraną, niż wskazuje na to rachunek prawdopodobieństwa.

Choć trudno w to uwierzyć, paradoks hazardzisty może jednak zostać wykorzystany na korzyść obstawiającego. Przykładem takiej sytuacji jest chwila, w której na wyścigach konnych postawimy określoną sumę na dotychczasowego faworyta. Inni gracze prawdopodobnie zdecydują się na wytypowanie zawodnika, który dawno nie zwyciężył. W związku z tym, w przypadku wygranej „naszego” dżokeja mamy szansę na naprawdę wysoką nagrodę.

Artykuł powstał we współpracy z portalem Surebety.pl.

comments icon2 komentarze
2 komentarze
12 wyświetleń
bookmark icon

2 thoughts on “Paradoks hazardzisty, czyli jak grać, żeby nie dać się oszukać własnemu mózgowi

    Napisz komentarz…

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

    Najstarsze
    Najnowsze
    Najwyżej oceniane